Blog

AntropocenWspółcześni łowcy

Współcześni łowcy

 

                                                                                                                                                                                    Hanna Tenerowicz

 

                                                                Współcześni łowcy

 

 

Niedawno produkcja jedzenia procesy produkcji i pozyskiwania żywności stały się o wiele bardziej złożonym procesem niż jej wynalazcy mogliby sądzić. To czym jest teraz pozyskiwanie jedzenia różni się zasadniczo od początków rolnictwa neolitycznej Europy sprzed kilkunastu tysięcy lat.

 

 

To, co łączy te dwa typy gospodarki, neolityczną i kapitałocentryczną, to niezwykły wysiłek, który jednostka musi włożyć w pozyskanie surowca; wtedy- plonów podczas wielogodzinnej pracy na polu; dziś – kapitału podczas ośmiogodzinnego dnia pracy w modelu biurowym będąc zatrudnionym w jednym z sektorów gospodarki.

Miejsce jednostki pracującej w systemie wciąż wygląda podobnie, za to zmienił się system. Dziś wśród przemysłowych producentów żywności panuje niepisana zasada maksymalizowania obrotów wbrew popytowi. Duża podaż zapewnia dostępność, a ta iluzję dobrobytu. Istnienie wielu jednostek żyjących na planecie nadal jest zagrożone głodem i biedą, zanikaniem ich naturalnego środowiska i brakiem dostępu do wody. Problem nie kończy się na naszym gatunku, lecz afektuje zwierzęta, rośliny i całe ekosystemy, np. Puszczę Amazońską karczowaną pod uprawę olejowców gwinejskich, z której pozyskuje się olej palmowy, szeroko wykorzystywany w przemyśle spożywczym. Plantacje olejowców bezpośrednio przyczyniają się do zanikania populacji orangutanów w amazońskim lesie. Tłuszcz palmowy ma właściwości chorobo i rakotwórcze.

Jako fani konsumpcji stajemy się pasożytami nie tylko dla planety, ale też dla samych siebie. Rzeczywistość ekologiczna pozostawia wiele do życzenia, a przepełnione dyskonty odwracają wzrok tylko na chwilę.

 

 

                                                                                        Masowa (nad)produkcja

 

 

Kult masowości i dostępności ma swoją ciemną stronę – zaułki własnej nadprodukcji. Dzikie, chore kąty, które przerażają liczbami zmarnowanej dziennie żywności.

Większość presji wywieranej obecnie na środowisko wynika z rozpasanego konsumpcjonizmu. Łącząc tę świadomość i wiedzę o mechanizmach przemysłowej produkcji żywności otrzymujemy pełne wdzięku rozwiązanie freeganizmu.

Grzebanie w śmietnikach sklepowych, przemierzanie opuszczonych straganów, sąsiedzka wymiana zup, sałat, batonów, mleka dla dzieci, zyskuje coraz większą popularność. Nasuwa mi to kolejną antropologiczną metaforę jakoby freeganie byli współczesnymi łowcami-zbieraczami. W pewnym sensie wracają do życia polegającego na bezpośrednich uwarunkowaniach środowiskowych i własnym sprycie oraz wspierającej społeczności. Tu tym środowiskiem są wcześniej wspomniane ciemne zaułki nadprodukcji.

 

 

                                                                                             Nurkuj w śmietnik

 

 

Podążając za sugestią  Pauliny Kramarz[1], że człowiek to maszynka do robienia pieniędzy, zauważam, że fantastyczno-naukowa fantazja o buncie maszyn powoli się urzeczywistnia i kwitnie w oddolnych inicjatywach takich jak freeganizm.

Ten zupełnie organicznie powstały ruch, znany jest również jako dumpster diving (ang.nurkowanie w śmietnikach). Freeganizm i dumpster diving to organiczna rewolucja wyhodowana z potrzeby nie-bycia częścią opresyjnej kultury. Kultury marketingu, która ustala standardy jadalności i definiuje ją jako spakowane w plastikowe opakowania pojedyncze sztuki warzyw i mycie ich „płynem do mycia warzyw”.

Antykonsumpcyjny model zdobywania pożywienie to rezygnacja z tej kultury na rzecz naturalnego przystosowania się do miejskiego łańcucha pokarmowego, ewolucja w niezbędne w naturze organizmy cudzożywne. Plasując się na samym dole freeganie przedłużają długość łańcucha pokarmowego i poprawiają obieg materii w przyrodzie. Wymaga to przeniesienia zaufania z kodu daty przydatności do spożycia, na własne zmysły. W naturze jadalność mierzy się zmysłami węchu i smaku. Zdolność identyfikacji pokarmu niezepsutego/zepsutego zanika i wokół widzimy zdezorientowane spojrzenia i skrzywione usta i słyszymy niepewnie stawiane pytanie czy obite jabłko można zjeść i czy bialy osad na ogórkach kiszonych to pleśń.

 

 

                                                                                          Strategie przetrwania

 

 

Myśląc o naszym słabnącym zapotrzebowaniu na recepcję rzeczywistości poprzez smak i węch, rozważam też inne mechanizmy przetrwania. Każdy organizm ma za cel przetrwać, każdy jest wyposażony w szereg technicznych umiejętności, przeróżnych systemów obronnych, ale też w pewną strategię, która na początku odłącza najmniej kluczowe części. Kolejna znaną w biologii strategią jest to, że przeciwnik szuka najsłabszych punktów, najmniej chronionych obszarów, by nad nimi zapanować i przenieść się bliżej centrum dowodzenia.

Jeśli pandemia jest owocem antropocenicznej presji jaką wywieramy na środowisko, to zanik brak węchu i smaku spowodowanego przez covid-19 to antropoceniczne sprzężenie zwrotne.

Niesprzedane jedzenie lądujące w koszu to nie tylko strata produktu. To zmarnowana praca wielu rąk. To zużyta woda, zanieczyszczenia powietrza wynikające z transportu, zanieczyszczona chemikaliami gleba i woda.

 

 

 

 

[1]   https://smoglab.pl/dr-hab-paulina-kramarz-ludzi-zmieniono-w-maszynki-do-robienia-pieniedzy/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back To Top
a

Display your work in a bold & confident manner. Sometimes it’s easy for your creativity to stand out from the crowd.

Social
Scroll Up